Świadectwa

Przynajmniej od dwóch lat, kilka razy  w tygodniu odmawiam Nowennę do Trójcy Przenajświętszej, o uproszenie łask za przyczyną Sł. Bożej Małgorzaty Łucji Szewczyk. Proszę o różne rzeczy – od najprostszych  materialnych, po łaski duchowe. Wiem, że zawsze jestem  wysłuchiwana. Trudno wyliczyć konkretne otrzymane łaski. Jest to pomoc, którą otrzymuję praktycznie codziennie, na  każdą moja prośbę (prośba o pracę, o zdrowie, o pomyślność). Nie wyobrażam sobie mojej codzienności bez obecności w niej Matki Małgorzaty Łucji.

21.01.2002
Ewa Dębecka z Warszawy



W dniu 23 kwietnia 1999roku mój mąż Józef uległ wypadkowi zwichnięcia kręgów szyjnych. Na drugi dzień w szpitalu pękł mu wrzód żołądka. Stan chorego był bardzo krytyczny. Wszyscy w domu, tj. syn, synowa i ja modliliśmy się o zdrowie za przyczyna Służebnicy Bożej Małgorzaty Łucji Szewczyk, a po ustaleniu diagnozy o szczęśliwą operację. Mój mąż wrócił ze szpitala do domu i jest zdrowy. Dziękujemy Służebnicy Bożej Małgorzacie za otrzymane łaski i za łaskę zdrowia.

11.08.1999
Danuta Siwko Sól k/Biłgoraja



Co myślę, mówiąc: MATKA MAŁGORZATA?

         Gdy osiemnaście lat temu poznawałam Siostry Serafitki, każda z nich przedstawiając Zgromadzenie z czułością i pietyzmem mówiła o jego Założycielce – Matce Małgorzacie Łucji Szewczyk. Z czasem Matka stawała się dla mnie uosobieniem dobroci, łagodności, symbolem pielgrzyma wytrwale zdążającego drogą Pana. Wiele razy myśląc o jej wyborach, zastanawiało mnie i głęboko zadziwiało zaufanie Bożej Opatrzności, pewność słuszności podejmowanych decyzji, niezwykła dojrzałość i harmonia duchowa. Gdy wstąpiłam do Zgromadzenia, wiedziałam już, że czeka tu na mnie Matka… Często wpatrywałam się w jej oczy – z jednej strony lekko surowe i stanowcze, a drugiej pełne wyrozumiałej i cierpliwej miłości… Z dnia na dzień Matka stawała się dla mnie pośredniczką, a także wzorem, do którego tak trudno dorosnąć… Jednak, im dłużej myślałam o jej niezwykłym  w swej prostocie i ubóstwie życiu, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że ona, tak jak i wszyscy Święci, ukazują nam, że droga do nieba jest możliwa, ale każdy z nas musi ją przejść sam, zostawiając w historii świata swoje własne ślady… Nikt nie może być drugim Franciszkiem, Klarą, czy też Matką Małgorzatą, każdy z nas ma bowiem na nowo odbijać w sobie, jak na białej chuście - Twarz samego Chrystusa… Patrząc na Matkę Małgorzatę dostrzegam także, jak Bóg zawsze wywyższa pokornych, tych, którzy umieli rozpoznać Jego samego w ubogich i cierpiących tego świata.

         Dlatego proszę Cię dziś Matko, abym umiała każdego dnia na nowo, stawać się Twoja córką, bym nie bała się tracić siebie, aby odnajdywać Chrystusa. Ucz mnie, bym tak jak Ty stawała się eucharystyczna, bolesna i franciszkowa, bym pośród szumu i zgiełku codzienności, umiała wsłuchiwać się w cichy głos Chrystusa, powtarzający od wieków to samo wezwanie „I ty pójdź za mną”…

                                                                                              Twoja córka

Zamyślenia Serafitki.

Matko Małgorzato w przeddzień ważnych wydarzeń dla naszego Zgromadzenia, czyli ogłoszenia Cię błogosławioną staję wobec fundamentalnych pytań: Jak mam dziś żyć jako Serafitka  i nie żałować poświęcenia? Jak zaufać Bogu i innych tym inspirować? Do kogo jestem dziś posłana, do jakich ubogich,  do jakiego wymiaru samotności i bezradności?  Dlaczego prosisz mnie szczególnie o zachowanie cnoty ubóstwa? Stoję z dłońmi i oczyma szeroko otwartymi,  by przypadkiem nie przeoczyć znaków jakie przynosi mi czas.

Świat w którym przyszło tobie dorastać przepełniony był bólem, samotnością, walką o wartości. Mimo, iż nie było przy Tobie najbliższych, widzę, że intuicyjnie poszukiwałaś oparcia w Bogu wierząc, że tylko On może zaspokoić wszelkie ludzkie bolączki i cierpienia. Tylko On nadaje poczucie sensu w sytuacjach beznadziejnych. Chcę zatem od ciebie uczyć się rozpoczynania wszystkiego od Boga i życia prawdą, że żadne, nawet najtrudniejsze doświadczenia, nie odbiorą mi pewności, że moje życie wpisane jest w Boży plan. Matko, pierwsza Serafitko, twoja troska o rozwój wewnętrzy zawstydza mnie a jednocześnie mobilizuje do radykalnych decyzji i poszukiwania tego, co choć o mały kawałek zbliży mnie do Boga. Nieporadnie klękam za tobą na Golgocie próbując wtopić swój wzrok w twój- skierowany na Bolesną Maryję. Ta sytuacja wzmaga napięcie, bo wiem, że trudne i wymagające jest odczytywanie sensu w cierpieniu,  samotności, odrzuceniu. Mam świadomość, że mój wzrok przeniesiony z Kalwarii na życie codzienne, da mi przyzwolenie aby patrzeć odpowiedzialnie i dojrzale na ból, chorobę, niesprawiedliwość. Nie muszę wtedy czuć  się nieswojo wobec potrzebujących. A właściwie kim oni dzisiaj są? Gdzie ich szukać? Może oni mnie znajdą? Nie tędy droga. Pamiętam z relacji, że w pierwszych  dniach twojej posługi, to ty zabierałaś do siebie chore staruszki. Nie czekałaś aż wyżebrają u ciebie czas, zainteresowanie i opiekę. Tu widzę klucz. Mam wyjść naprzeciw, nie tyle ich znaleźć, co z prostotą przyjąć.  I tu rodzi się kolejne pytanie. Kogo przyjąć? Dzieci, staruszków, sieroty, biednych na ulicy? Doprawdy gubię się w tym gąszczu pytań, ale wiem, że ty znalazłaś rozwiązanie: Czytaj znaki czasu, podpowiadasz mi.  Szukaj człowieka, pomóż mu odnaleźć własną godność, bądź wsparciem gdy jego wiara gaśnie. Tylko jak to zrobić, kiedy i ja mam udział w tych rozterkach. Nie czekasz na kolejne pytania tylko wskazujesz na Eucharystię. Wiem - na ołtarzu trwa nieprzerwanie lekcja uległości, oddania i przekraczania siebie. Wydaje się, że jestem pilną uczennicą, bo nie opuszczam żadnego spotkania, jednak nie widzę znaków, obraz jakiś zamazany, nie słyszę, bo zakłócenia przeszkadzają, jednak czuję twoją obecność i zachętę, żeby się nie zniechęcać. Teraz rozumiem dlaczego prosiłaś, byśmy nie żałował poświęcenia. To przecież twoja dewiza. Nie mogę zmarnować ani jednej chwili życia i każdy moment przeżyć świadomie, odnajdując najgłębsze fundamenty mojego BYCIA.  A moje tu i teraz to poszczególne aspekty codzienności: duchowość, wspólnota, apostolat. Wiem, że one musza się przenikać i harmonizować. Wtedy tylko odnajdę w sobie siłę i światło Boże do odczytywania znaków czasu, tak jak ty to czyniłaś każdego dnia. Z jeszcze jednym pytaniem muszę się zmierzyć, a właściwie zmierzać nieustannie. Dlaczego prosisz o zachowanie cnoty ubóstwa? Nie mówisz tylko o życiu ubogim i skromnym, ale o cnocie, a więc czymś przekraczającym ramy i szablony. Czytając setki razy tych kilka zdań zapisanych na małym skrawku pożółkłego papieru, odnalazłam zachętę do  odważnego  zmagania się o wewnętrzną wolność i otwartość dla działania Boga. Na kanwie twojego życia Matko, dostrzegam, że te postawy przeplatać mają się z uległością wobec planu Bożego, czyli przyzwolenia aby moje życie, zwyczajne i proste, było oddawaniem chwały Temu, który jako jedyny jest jej godzien. Tym sposobem znalazłam się w punkcie wyjścia. Wszystko zaczynać od Boga, do Niego zmierzać i w Nim szukać swojego miejsca. To przebywanie w przestrzeni Bożej wyczuli mnie na znaki, ludzi i sytuacje. W tym tkwi klucz twego Matko życia, działania i rozwoju. Obym nie zmarnowała czasu, który dostałam w depozyt. Matko Małgorzato bądź mi przewodniczką na zwykłych drogach docierania do siebie, bliźniego, a przede wszystkim do Boga.

Chciałabym na koniec ucałować Matko twoje ręce ale nie mogę bo oplata je różaniec. To też dla mnie podpowiedź, żeby moje ręce nigdy nie były puste i bierne.

 s. Sebastiana



16 czerwca 1995 roku na oddziale położniczym Szpitala Rejonowego

w Biłgoraju Grażyna Nizio urodziła dwóch zdrowych synów. Chłopcy przyszli na świat poprzez cesarskie cięcie. W wyniku źle przeprowadzonej operacji i niewłaściwie prowadzonego późniejszego

leczenia, jej stan zdrowia z dnia na dzień się pogarszał. Wysoka temperatura i ogólne osłabienie utrzymywały się przez trzy tygodnie.

Przeprowadzono wtedy badanie USG. Diagnozawskazywała na

Prawdopodobieństwo występowania krwiaka wielkości 6,5 cm.

– W tej trudnej sytuacji moja mama zatelefonowała do mojej cioci – siostry Cecyliany Kurzyna – do Krakowa, dzieląc się tym krzyżem i prosząc o pomoc i radę

Zdecydowano, że na własne żądanie mam wypisać się ze szpitala – opowiada pani Grażyna.

Siostra Cecyliana zachęciła rodzinę do rozpoczęcia modlitwy o zdrowie dla chorej za przyczyną Służebnicy Bożej Matki Małgorzaty Łucji Szewczyk. W domu pani Grażyny  rozpoczęto nowennę. Nowicjuszki i wszystkie siostry odmawiały nowennę w domu generalnym w Krakowie. – 5 lipca 1995 roku mama i mój mąż byli w Lublinie w Szpitalu Klinicznym nr 1, gdzie obiecali mnie przyjąć. 6 lipca opuściłam szpital w Biłgoraju. Mąż własnym samochodem zawiózł mnie do Lublina. Dokonano tam ponownych badań, które wykazały znaczne powiększenie macicy, występowanie krwiaka i bardzo wysoki stan zapalany. Stan mojego zdrowia był alarmujący. 7 lipca przeprowadzono kolejną operację

– opowiada kobieta. Według wypowiedzi lekarzy, pacjentka miała 10 procent szans na zachowanie macicy – groziło jej rozszerzenie infekcji wewnątrz jamy brzusznej. Stan był bardzo ciężki. – Moje życie było zagrożone. Lekarze robili wszystko, co było w ich mocy. W Lublinie byłam do 18 lipca. Lekarze byli zdziwieni wyraźną i szybką poprawą mojego zdrowia. Przychodzili też lekarze z innych oddziałów szpitalnych, by obserwować i konsultować to nadzwyczajne uzdrowienie. Różnie mówili, że „wróciłam z dalekiej podróży”, że Opatrzność czuwała nade mną. Nadzwyczajne jest to, że nie trzeba było usuwać ani macicy, ani jajników – zaznacza pani Grażyna. Wychodząc po dwunastu dniach ze szpitala, kobieta czuła się dobrze. Kolejne badania także wyszły pomyślnie. – W czasie mojej choroby ciągle odczuwałam Bożą pomoc i moje uzdrowienie uważam za cud. Ten stan zdrowia zawdzięczam modlitwom mojej mamy, męża, taty, siostry i całej rodziny oraz sióstr serafitek, a przede wszystkim wstawiennictwu Matki Małgorzaty Łucji Szewczyk, bo wszystkie błagania były zanoszone za jej wstawiennictwem – wyznaje Grażyna Nizio i dodaje, że po tym trudnym czasie urodziła jeszcze dwójkę dzieci, co także poczytuje za wielką Bożą łaskę.



Audio

RadioVia-Rzeszow-21122012.mp3

Radio VIA - Rzeszów - rozmowa z s. Ryszardą Olech

Filmy

Filmik z Bolivii

Filmik z Bolivii