266px StFrancis part

Niech cię Pan błogosławi i strzeże.

Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą,
niech cię obdarzy swą łaską.
Niech zwróci ku tobie swoje oblicze
i niech cię obdarzy pokojem.

Mk 6, 1-6

Jezus przychodzi do Nazaretu. Przychodzi tam z Kafarnaum. Z miasta, w którym - jak sam Jezus o nim powie - dokonywały się cuda (Mt 11, 23). To rzecz, którą warto podkreślić dla lepszego zrozumienia tego, co wydarzy się w Nazarecie. Odległość między tymi dwoma galilejskimi miastami jest stosunkowo niewielka, to niespełna 50 kilometrów. Wydaje się, że nawet w czasach Jezusa taka odległość nie mogła stanowić przeszkody dla rozprzestrzeniania się intrygujących wieści. Można więc przypuszczać, że sława Jezusa i Jego niezwykłych czynów wyprzedziła Jego przybycie do rodzinnego miasta. A jednak…
Jezus przychodzi do Nazaretu. Mijają kolejne dni. Nikt z mieszkańców miasteczka nie szuka Jezusa, tłumy nie gromadzą się pod drzwiami Jego domu, nie trzeba rozbierać dachu, by się do Niego dostać. Żadnych chorych, opętanych, głodnych. Sąsiedzi Jezusa zachowują się tak jakby o niczym nie słyszeli, jakby nic nie wydarzyło się w Kafarnaum, w Kanie, nad Jeziorem. Gdy nadchodzi szabat, Jezus udaje się wraz z innymi do miejscowej synagogi. Kiedy zaczyna mówić, mieszkańcy Nazaretu nie są już w stanie dłużej tłumić w sobie pytania: „skąd On to ma?” Przecież to tylko cieśla Jezus z sąsiedztwa. Przecież to syn Maryi, przecież go znamy, ten czy tamten jest przecież Jego krewnym… Serca słuchaczy pozostają zamknięte, odgrodzone od Jezusa murem podejrzliwości, nieufności, niewiary. Skąd On to ma? Są takie pytania, które nie rozwijają, nie pozwalają zobaczyć więcej, które nie prowadzą do wzrostu, ale do skarłowacenia, które szczelnie zamykają człowieka na prawdę. Takie będą pytania Piłata, a dzisiaj – takie są dociekania mieszkańców Nazaretu.
W twoim życiu też może być tak, że niby znasz Jezusa, a tak naprawdę wcale nie chcesz Go poznać. Bo poznanie Jezusa to otwarcie się na Jego moc. Kto naprawdę Go poznał, ma odwagę i pragnienie proszenia Go o cuda, o wielkie rzeczy. Ale może być tak, że wybudowałeś sobie mur podejrzliwości i niedowierzania, którym odgradzasz się od Jezusa. Możesz być zaimpregnowany na Jego moc. Słyszysz o Nim, o tym, jak działa w życiu innych ludzi, słyszysz o jego cudach, ba, nawet w nie wierzysz – ale żyjesz w przekonaniu, że to nie dla ciebie. Więc o nic Go nie prosisz, niczego od Niego nie oczekujesz. Tak, to jest najgorsze: że możesz niczego od Boga nie oczekiwać. I nawet nie wiesz, jakie cuda Cię omijają. Jak wielkie rzeczy przechodzą ci koło nosa. Ile zmarnowanej łaski, której nie chciałeś przyjąć!
Genialnie konkluduje to dzisiejsza Ewangelia: Jezus „dziwił się ich niedowiarstwu”. Nie oburzał, nie złościł, nawet nie potępiał, ale właśnie dziwił. Spróbuj zobaczyć dzisiaj to Jego bezradne zdziwienie.
Dlaczego wciąż nie do końca Mi wierzysz?
Dlaczego tak rzadko o coś Mnie prosisz?
Dlaczego tak niewiele ode Mnie oczekujesz?
„I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu…” Jest coś, czego Jezus nie jest w stanie zrobić. Nie może uczynić dla ciebie dobra, którego nie chcesz. Nie może cię uszczęśliwić wbrew tobie. Można umrzeć z pragnienia o krok przed oazą. Można nie doświadczać mocy Jezusa, mając Go na wyciągnięcie ręki, znając Go od lat. Otwórz się dzisiaj na Jego moc, na Jego przyjście…