266px StFrancis part

Niech cię Pan błogosławi i strzeże.

Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą,
niech cię obdarzy swą łaską.
Niech zwróci ku tobie swoje oblicze
i niech cię obdarzy pokojem.

„Ty bowiem mówisz: "Jestem bogaty", i "wzbogaciłem się", i "niczego mi nie potrzeba",
a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy, i nagi.” (Ap 3, 17)

Tych słów z Apokalipsy nie usłyszymy podczas dzisiejszej Liturgii. Ale tylko wtedy, gdy pozwolę, by obosieczny miecz Słowa rozciął moje myślenie o sobie i przyjmę ten osąd mojego życia jako prawdziwy, będę zdolna głęboko i osobiście spotkać się z Jezusem wychodzącym z Jerycha.

Jerycho jest położone ok. 270m pod poziomem morza i jest najstarszym miastem na Ziemi. Czyli jest to jeden wielki dół i depresja, a ludzie żyją tam od zawsze. I dziś Jezus wyprowadza stamtąd spory tłum. W tym także swoich uczniów. Dla mnie ta scena jest zapowiedzią tego, jak Jezus zstąpi do piekieł, by wyprowadzić stamtąd wszystkich ludzi, zaczynając od Adama. Ale jest też zapowiedzią Jego codziennego zstępowania do wszystkich moich „piekieł”, dołów i depresji, w których przecież żyję od zawsze. Zstępuje po to, żeby mnie wyprowadzić! Bo jest Panem. Jedynym i Wszechmocnym. Zbawicielem, który zwycięża śmierć!

Bartymeusz dołącza do tego radosnego orszaku zbawionych jakby na ostatnią chwilę. Jezus mija go, tak jakby wcale nie zamierzał go ze sobą zabierać. Może właśnie ta Jezusowa pozorna obojętność kruszy w nim resztki przywiązania do swojej słabości, odsuwa cień niezdecydowania, sprawia, że zapomina o myślach takich jak: „Czy będę umiał żyć jako zdrowy człowiek?”, „Czy świat, który zobaczę, jest rzeczywiście warty zobaczenia?”. Bartymeusz wie, że to jest TEN MOMENT. Teraz albo nigdy. Wóz albo przewóz. Wszystko albo nic. Nowe życie, którego nie znam albo stare, którego mam dosyć.
A Ty co wybierasz? Czego tak naprawdę pragniesz? „Co chcesz, abym ci uczynił?”
Czy rzeczywiście chcesz, żeby Jezus coś zmienił w Twoim życiu? Choćby maleńką rzecz!
Myślę, że wcale nie jest łatwo być uzdrowionym. Nie jest łatwo tego uzdrowienia pragnąć z wszystkimi jego plusami i minusami. Brzmi to nieprawdopodobnie? A jednak Izraelici po tym jak Bóg uwalnia ich z Egiptu z żalem wspominają: „Na pustyni Izraelici mówili: «Któż nam da mięsa, abyśmy jedli? Wspominamy ryby, które darmo jedliśmy w Egipcie, ogórki, melony, pory, cebulę i czosnek.” (Lb 11, 4n)
Ot, przewrotna natura człowieka.

Bierzmy dziś przykład z Bartymeusza, który pozwala się Jezusowi uzdrowić. I zyskał na tym o wiele więcej niż wzrok – on POZNAŁ JEZUSA!. A uzdrowienie, którego doświadczył, pozwoliło mu pójść za Nim, być blisko i poznawać go coraz bardziej.


„Nie zapomnę tej chwili, gdy mnie spotkał mój Jezus,

byłem wtedy jak ślepy, On przywrócił mi wzrok!”