Łk 2,22-40
„Teraz o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju (…) 
  Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie…”
    Symeon wśród wielu ludzi, rodzin, dzieci rozpoznaje w małym Dziecięciu -niesionym przez Maryję i Józefa - Zbawiciela świata, Światło na oświecenie pogan, Chwałę Izraela.
Skąd u niego ta możliwość rozpoznania? Był on napełniony Duchem Świętym. Z natchnienia tegoż Ducha przyszedł także wtedy na teren świątyni. Można by powiedzieć: koniec rozważania, sprawa załatwiona, problem wyjaśniony, może jeszcze trochę takiej „świętej zazdrości”tego wypełnienia Duchem, no bo przecież… u mnie zwykłego człowieka jest inaczej… Czy aby na pewno? Słowo pokazuje mi, że mnie także od początku mego życia wypełnia Duch Święty. Najpierw stało się to             w sakramencie chrztu świętego, potem otrzymałam pełnię Jego darów w sakramencie bierzmowania, codziennie wzywam Jego działania we mnie przed rozważaniem Słowa, wzywam Jego Imienia przy każdorazowym czynieniu znaku krzyża… Problem w tym, czy naprawdę pozwalam się napełniać codziennie i na nowo? Czy dzięki temu wypełnieniu łaską rozpoznaję codzienne przychodzenie Jezusa do mnie w sakramentach, w wydarzeniach dnia, w spotkaniach       z drugim człowiekiem? Czy odczytuję to delikatne poruszenie Ducha Świętego, który wskazuje mi świątynię jako miejsce przychodzenia Jezusa, czy może raczej usiłuję Go na siłę „szukać”                 w niewłaściwych miejscach, w działaniach, które nie są Jego wolą tylko moim ludzkim wymysłem? 
    Symeon jest określony dwoma słowami: sprawiedliwy i pobożny. Pobożny - żyje po bożemu, zgodnie z Jego wolą, ze świadomością, że jest w Jego ręku, przylgnął do Boga w synowskim zaufaniu, a wszystko to nie po to, by coś pokazać albo coś zyskać, ale aby oddać cześć Bogu. Sprawiedliwy – oddaje Bogu to, co należy do Niego, a więc w pierwszym rzędzie swoje życie, swoje talenty, swój czas…. Nasuwa mi się pytanie: czy staram się o taką pobożność i sprawiedliwość? Czy raczej pobożność jest moim sposobem na wyrobienie sobie „dobrej marki” wśród innych, a sprawiedliwość usiłowaniem udowodnienia, że wszyscy mają mieć „po równo”?
    Symeon uczy mnie jeszcze jednego: wierności w trwaniu na spełnienie się w Jego życiu obietnicy Boga. Bóg nigdy nie spóźnia się z wypełnieniem obietnic. Czyni wszystko we właściwym czasie. Zawsze zdąży. Czy Mu wierzę? Czy nie chcę na siłę przyspieszać biegu wydarzeń? Proszę więc Boga o otwarte serce i oczy, o cierpliwość czekania i gotowość na przyjęcie Jego projektu.
    W ten szczególny dzień Świętej Rodziny polecajmy także Bogu wszystkie rodziny, by stawały się wspólnotami gdzie każdy jest kochany, bezpieczny i chciany.
NASZE1
mbb2 Small