Czas na świadectwo – s. Augustiana Kunicka

Siostry Serafitki to najwspanialsze zgromadzenie zakonne, jakie w życiu poznałam. Siostry posługiwały w diecezji legnickiej, niedaleko miejsca mojego urodzenia i zamieszkania. Poznałam je na pielgrzymce z Legnicy do Częstochowy, gdzie opatrywały rany, a ja poszłam do jednej z nich zrobić opatrunek. Wtedy też zaprzyjaźniłam się z nimi. Jedna z sióstr pracowała wtedy w Domu Pomocy Społecznej dla chłopców, do którego czasem jeździłyśmy z koleżankami na weekendy i posługiwałyśmy, jako wolontariuszki. Dlaczego Serafitki? To właśnie u nich po raz pierwszy widziałam oddanie Jezusowi w wolności. To było takie namacalne – taka miłość seraficzna, o której istnieniu też wtedy się dowiedziałam.
Miłość seraficzna jest oddaniem się Jezusowi w wolności do dyspozycji Bożej MIŁOŚCI. Można też powiedzieć, że wyraża ją hasło naszego Zgromadzenia: „Wszystko dla Jezusa przez bolejące serce Maryi”. Miłość seraficzna to „spalanie z miłości” , która wyraża się  w prostocie i codzienności. To ukochanie tej rzeczywistości, która jest zwykła i prosta. I to, co czasami w oczach świata wydaje się obrzydliwe, jest przygarniane właśnie przez tę miłość.
Tak, jak wcześniej powiedziałam, poznałam Siostry Serafitki na pielgrzymce do Częstochowy. Miałam pragnienie w sercu, aby służyć Bogu, jako siostra w tym Zgromadzeniu, ale jednocześnie chciałam Go trochę „wypróbować”, żeby stwierdzić, czy to ta droga, czy nie. Dostałam od sióstr szary obrazek Matki Założycielki. Zainspirowało mnie to kim była i to, jak pokonywała trudności. Prosiłam ją o pomoc w rozeznaniu powołania. 
Powiedziałam sobie w sercu, że jak zdam maturę, to pójdę do klasztoru. Do zdania matury z historii zabrało mi jednak 1,5 punktu, więc spraw była jasna, że jeszcze nie teraz. To była środa – wtedy ogłoszone zostały wyniki matur, a w sobotę do mojego pokoju przyszła mama,  i powiedziała, że w maturze była pomyłka, bo w historii poziom rozszerzony pomylony został z podstawowym i w związku z tym była amnestia, która dotyczyła, jak się okazało, również mnie. Więc maturę zdałam. Złożyłam papiery na studia na teologię do Legnicy, gdzie się dostałam i myślałam, że tyle Bogu wystarczy.  Jednak Mu nie wystarczyło i przemówił do mnie we śnie gdzie byłam nad szczeliną, którą musiałam przeskoczyć i usłyszałam słowa:”… jeśli nie zrobisz tego kroku dziś, to nie zrobisz go już nigdy”. 
Mimo rożnych oporów, bo zmarł mój tata, a bracia wyjechali za granicę i mama została sama w domu, było to pragnienie serca i świadomość, że Bóg wymaga ode mnie czegoś więcej.  Znaczącą rolę odegrała też w pojęciu decyzji moja Babuszka, kobieta wiary i zaufania Bogu. To Ona od wczesnych lat opowiadała mi o św. Monice (mojej patronce od chrztu) i jej synu św. Augustynie  (dziś moim również patronem imienia zakonnego). Zainspirowana  drogą św. Augustyna w poszukiwaniu siebie, prawdy i Boga, słuchając Jego słów: „…że nie spokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w NIM…” rozeznałam, że pragnę spocząć w Nim właśnie robiąc ten krok w ciemno. 
Dziś po 18 latach moje serce wypełnione jest wdzięcznością za ten nieoceniony dar powołania. To On liczy moje kroki, idzie ze mną w ogień, kocha mnie jak nikt, wciąż nie jestem godna tej ogromnej łaski.

Z darem modlitwy i prośbą o modlitwę 
s. Augustiana Monika Kunicka